Menu

Popkultura pracy. Mariusz Forecki

Popkultura pracy. Mariusz Forecki
Produkcja w upadających zakładach Cegielskiego stoi w opozycji do fabryki Volkswagena. Tam są rzemieślnicy, ślusarze, tokarze, spawacze, ludzie pracujący samodzielnie i za siebie odpowiedzialni. Tu – bohater zbiorowy, robotnicy, zespół, tworzący machinę produkcyjną. Na wielu zdjęciach Mariusza Foreckiego powtarza się syndrom potransformacyjny: nie ma taksówkarza, stolarza, nauczyciela, księdza, malarza, nie ma nic, co określałoby charakter pracy poprzez walory indywidualności konkretnego człowieka.  Nikogo, kto sam definiuje na czym polega praca i w jakim środowisku się odbywa. Praca jest tu rzeczą z góry zdefiniowaną, do której się trzeba dostosować, a jeśli się nie da - iść na mecz i też zbiorowo, się upić. Praca jest zjawiskiem masowym.
W 1998 r. pracownice fabryki Alima-Gerber nie mogły się pogodzić ze zmianą sposobu oceny ich pracy przy taśmie, która działała z różną szybkością, i tylko dzięki spontanicznie wypracowanemu systemowi znaków udawało im się unikać przestojów i niebezpiecznych uszkodzeń butelek przez kapslownicę. Robotnice miały teraz posłusznie wykonywać polecenia i nie było konieczne, by rozumiały czemu one służą. Tym samym ich praca nie polegała już więcej na wytwarzaniu soków. Produkcja nabierała nieco sensu, wymiaru społecznego dopiero, kiedy niezależnie od instrukcji wprowadzały niewielkie zmiany. Ale działająca poza systemem kar i nagród, rozumiana społecznie odpowiedzialność odeszła w przeszłość, z czym pracownice Alimy nie mogły się pogodzić, ponieważ fabryka przestała być ich fabryką, straciły status współwłaścicielek i wpływ na decyzje kierowników. 
W jednej z fabryk nagroda za znalezienie błędów na linii montażowej jest przeznaczana dla człowieka, któremu poza wyznaczonymi obowiązkami udało się wypatrzyć problem. Publicznie dostaje za to czek wartości około 1/5 pensji. Kilkaset złotych zmienia wiele. Najważniejsze – znowu jest powód, motywowany finansowo, by zastanawiać się nad tym, co się w fabryce robi. W tym samym momencie jednak w miejsce współpracy pojawia się rywalizacja, nagrody są indywidualne, więc niebezpieczeństwo tworzenia się dobrze zgranych zespołów pracowników, domagających się dodatkowych korzyści związanych z ich wspólnie definiowaną wartością, przestaje istnieć. Premia wymazuje pomysły na kolektywne inicjatywy. 
W sieci multipleksów, w której pracowałem kilka lat temu, pięć darmowych biletów, przysługujących co miesiąc pracownikom, określało czas, miejsce i zakres tego, co w pracy może być społeczne, a co jest nadużyciem. Menedżer posiada tu określone narzędzie do wymuszenia posłuszeństwa w zakresie relacji kasjera z jego przyjaciółmi. Bileter mógłby przecież wpuścić na seans swojego znajomego za darmo. Łatwiej jednak egzekwować dyscyplinę, kiedy jasno ustalono minimalne, dodatkowe profity z tego, że się pracuje tu, a nie gdzie indziej.
Nie ma żadnego sensu buntowanie się przeciw procedurom, kiedy są uczciwe i gwarantują wymierne korzyści. Niezależne, „podziemne” działania pracownic Alimy w tych warunkach się dezaktualizują. W życiu i również na fotografiach Foreckiego, widoczna jest łatwość, z jaką akceptujemy proponowaną w ramach pracowniczego regulaminu identyfikację, określającą też to, kim jesteśmy i co jest dla nas ważne po wyjściu z pracy. Społeczny wymiar pracy, czyli sieć osobistych układów, jeszcze przy produkcji bobofrutów podważał logikę korporacyjnej dyscypliny. Dzisiaj jest jej nieodłączną częścią. Przez proste zabiegi i banalne sytuacje odwraca się hierarchia tego co zawodowe i społeczne. Regulamin, przypisany do konkretnego stanowiska, określa na jakie relacje społeczne możemy sobie pozwolić. Ten stan rzeczy wydaje się niekwestionowany i naturalny, co także odzwierciedla się na prezentowanych tu zdjęciach.
Pokazują one sytuacje, w których praca czyni wrażenie rozrastającej się i regulującej to, co pozostawało dotychczas poza jej zasięgiem. Pokazują stabilną dyscyplinę, w której nie ma miejsca na niespójności ani indywidualne negocjacje. Procedury spędzania wolnego czasu, zabawy i relacji społecznych zostały przez pracę dokładnie określone, i działają skutecznie, a ponad wszystko – masowo. Społeczny kontekst, w jakim praca się odbywa, jest tak samo ważny jak sama fabryka, i tak samo podlegający regulacji. Oto piknik pracowniczy. Miejsce, gdzie pracodawcy dają wyraz troski o zadowolenie robotników, zapewniają kiełbaski i atrakcje, akcja toczy się w innym kontekście niż doświadczana na co dzień linia montażowa. Społeczne zabawy urządza się tutaj właśnie, w przestrzeni pozbawionej procedur i kontroli, gdzie można wspólnie, choć nie do końca spontanicznie, odpocząć.  Z drugiej strony piknik pokazuje jak, gdzie i kiedy codzienną dyscyplinę należy odreagować, pozostając cały czas  pracownikiem. Zakład proponuje wiele, by czuć się w jego murach szczęśliwym.
Karnawałowy piknik nie osłabia dyscypliny. Jak każdy karnawał na moment odwraca relacje; gdy święto pracowników dobiegnie końca, regulamin wróci na swoje stare tory, wzmocniony.  Karnawałowy piknik daje znać, że praca określa człowieka o wiele szerzej, niż tylko w czasie ośmiogodzinnej zmiany, a jej dyscyplina jest częścią kontraktu. To pracownik musi być przekonany, że podporządkowanie ma sens, a rytualne spotkanie ma go o tym zapewnić, w uporządkowany sposób umacniać jego związek z zakładem. Ma mieć poczucie, że gwarantowane jest mu wszystko, czego potrzebuje. Identycznie jak orgiastyczne świętowanie zwycięstwa po meczu kończy się powrotem do roboty, a ludzie stłoczeni przed nowo otwieranym Media Markt muszą sobie uświadomić: nie stać mnie na to.
Gdy wyobrazić sobie, że jest się bohaterem zdjęć Foreckiego, uczestniczącym we wszystkich zdarzeniach przez niego fotografowanych, stanie się jasne, że coraz bardziej komplikowane i skuteczniejsze techniki uwikłania w pracę są wszechogarniające. Wolny czas spędza się na ceremonii otwarcia nowego sklepu albo na organizowanym przez zakład pikniku. W jednym i drugim trzeba uczestniczyć, nie w wyniku jakiegoś odgórnego nakazu, wydaje się to po prostu sensowne. Letnią niedzielę spędza się nad jeziorem w słońcu. Bez nikomu niepotrzebnych odchyleń od normy. Podporządkowanie w konsumpcjonizmie czy w pracy jest tak samo powszechne i pożądane. 

Michał Sita, Poznań 2012 
*Elizabeth Dunn, Prywatyzując Polskę. O bobofrutach, wielkim biznesie i restrukturyzacji pracy, Warszawa: Wydawnictwo Krytyki Politycznej 2008.

Mariusz Forecki
(ur. 1962), mieszka i pracuje w Poznaniu.
Zajmuje się fotografią społeczną, dokumentuje zmiany zachodzące w Polsce po 1989 roku. Zrealizował wiele projektów fotograficznych, m.in. “Nowe religie w Polsce - wyznawcy Kryszny”, “Nowy, wspaniały świat”, “Barwy władzy”, “Poza Rajem”, "Okruchy Dnia", "BlueBox". Fotografował m.in. na terenach byłego ZSRR (Armenia, Białoruś, Czeczenia, Dagestan, Litwa, Ukraina). Autor kilkunastu wystaw fotograficznych o tematyce społecznej. Prace prezentował też na międzynarodowych festiwalach, m.in. holenderskim Noorderlicht, Biennale Fotografii w Pradze, Miesiącu Fotografii w Bratysławie. Wyróżniony za twórczość przez ZPAF (Związek Polskich Artystów Fotografików). Jest właścicielem wydawnictwa 5shots (www.5shotsmagazine.com) publikującego albumy fotograficzne przeznaczone do oglądania na tabletach. Laureat Nagrody Artystycznej Miasta Poznania w 2010 roku. Autor książek I LOVE POLAND (ZPAF, Poznań 2009), POZNAŃ - KULTURA NA KAŻDĄ PORĘ (Wydawnictwo Miejskie, Poznań 2010), , KOLEKCJA WRZESIŃSKA 2011 (Wydawnictwo Kopka, Wrześniaq 2012), W PRACY (ZPAF, Poznań 2012). Absolwent Instytutu Kreatywnej Fotografii Uniwersytetu Śląskiego w Opawie (Czechy). 
strona internetowa: www.forecki.pl

Wspierają nas:

Albumy fotograficzne dla iPad'aKatedra Fotografii w PoznaniuZwiązek Polskich Artystów Fotografików Okręg WielkopolskiMiesięcznik PRESSWarsztaty fotograficzneKwartalnik FOTOGRAFIAKolektyw fotografów un-posed.comSubiektywny blog o fotografii dokumentalnej